Wracamy z tarczą!

Polska lepsza od Albanii

Zawiera treści reklamowe | 18+ | Obowiązuje regulamin

Choć przed wczorajszym meczem Albania – Polska nasz bilans bezpośrednich spotkań był niezwykle zadowalający (8 zwycięstw, 3 remisy i 1 porażka), a biało-czerwoni nigdy nie przegrali w meczu o punkty z Albanią, dodatkowo wygrywając każdy z sześciu ostatnich meczów, to wszyscy dmuchali na zimne. Jasne było, że na Air Albania Stadium w Tiranie czeka nas prawdziwa wojna. I tak też było. Wypełniony po brzegi stadion mógł ponieść Albańczyków. Na całe szczęście nie poniósł, a niewiele brakowało, by albańscy kibice przyczynili się do walkowera na korzyść biało-czerwonych. Ostatecznie jednak Polacy wygrali 1:0 i są o krok od baraży do Mistrzostw Świata w 2022 roku.

Polska wygrywa z Albanią i wskakuje na drugie miejsce

Dzięki trzem punktom zdobytym w Tiranie, reprezentacja Polski awansowała na drugie miejsce w grupie eliminacyjnej, wyprzedzając Albanię o 2 punkty. Zmniejszył się też nasz dystans do Anglików, którzy niespodziewanie na Wembley zremisowali 1:1 z Węgrami. I choć tracimy do “Synów Albionu” na ten moment trzy punkty, to trudno wyobrazić sobie, by liderzy grupy w meczach u siebie z Albanią i na wyjeździe z San Marino stracili cenne “oczka”. Polaków czeka za to wyprawa do Andory, gdzie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinniśmy przypieczętować awans do baraży. Na zakończenie eliminacji zagramy z kolei z Węgrami na Stadionie Narodowym.

Co możemy napisać o wczorajszym spotkaniu Albania – Polska? Z pewnością mecz, jeśli pod uwagę weźmiemy samą grę, nie rzucił na kolana. Oczywiście, był to mecz ze sporym ładunkiem emocjonalnym, jednak tym razem, o trzech punktach nie zaważyła nasza postawa w ofensywie, lecz konsekwentna gra w defensywie. I choć Paulo Sousa od pierwszej minuty postawił na sprawdzonych w boju z Anglią (za wyjątkiem Piotra Zielińskiego, który zastąpił zawieszonego Karola Linetty’ego), to trzy punkty zapewnili nam rezerwowi. Portugalski selekcjoner potwierdził więc kolejny raz, że jak mało kto, ma nosa do zmian. Mateusz Klich dorzucił w pole karne, a tam z chirurgiczną precyzją nogę dostawił Karol Świderski. Polacy wpadli w euforię, a w ich stronę z trybun… poleciały butelki. Sędzia przerwał mecz. Zawieszenie spotkania trwało kilkanaście minut, na szczęście udało się je wznowić, a ostatnie kilkanaście minut przebiegło przy jeszcze bardziej żywiołowym (choć nieco kulturalniejszym) dopingu albańskich kibiców. Groźne ataki Albańczyków napędzał wprowadzony na boisko Armando Broja. Na całe szczęście tylko nas postraszył, bowiem polska defensywa nie popełniła żadnego błędu i odnieśliśmy skromne, choć niezwykle ważne zwycięstwo 1:0.

Nasze wnioski po meczu reprezentacji Polski z Albanią

Wczorajszy mecz oglądaliśmy z zaciekawieniem, i choć tak, jak napisaliśmy – nie było to porywające widowisko, to udało nam się zanotować kilka ciekawych wniosków.

  • Zmysł Paulo Sousy – z jednej strony Portugalczyk przyzwyczaił do odważnego rotowania składem. Na Albanię postawił jednak na sprawdzoną “11” z meczu z Anglią (poza jedną zmianą). Kiedy reprezentacja Polski biła głową w mur, Sousa dokonał kilku roszad, i? I znów trafił. Trzy punkty zapewniła nam akcja rezerwowych: asystował Klich, a strzelił Świderski. “Świder” wyrasta zresztą na prawdziwego jokera w talii Sousy.
  • Kiepski Robert Lewandowski – biało-czerwoni pokazali, że są drużyną z krwi i kości. Kiedy wielu – i słusznie, co można było zaobserwować w poprzednich meczach – mówiło, że sporo będzie zależeć od postawy Lewandowskiego, to kapitan zagrał… nijak. Już mecz z San Marino pokazał, że “Lewy” jest w dołku, a z Albanią był jednym ze słabszych ogniw. Polak był często podwajany, potrajany – to fakt, ale sam też niczym specjalnym się nie wyróżnił. Próbować, próbował. Szarpać, jak zawsze szarpał, jednak piłka była wyjątkowo nieusłuchana.
  • Odmieniony Grzegorz Krychowiak – o ile w pierwszej połowie “Krycha” momentami spowalniał naszą grę, a wielu znów mogło go porównywać do wozu z węglem, to w drugiej połowie Krychowiak pokazał swoje drugie, lepsze oblicze. W kilku akcjach zaprezentował takiego “Krychę”, jakiego chcemy oglądać. Takiego, jakiego widzą kibice w lidze rosyjskiej, czy widzieli jeszcze za czasów Sevilli.
  • Chamstwo przez duże “CH” – nie możemy przejść też obok sytuacji, która rozegrała się na trybunach nie tyle, co na kilkanaście minut przed końcowym gwizdkiem, ale i wcześniej. Najpierw podczas wykonywania rzutu rożnego w stronę Piotra Zielińskiego poleciały butelki, a sytuacja jeszcze bardziej się nasiliła, kiedy Polska zdobyła gola. Cóż, niektórzy powinni mieć dożywotni zakaz chodzenia na stadion. Nie będziemy się pastwić, ale obok takiego zjawiska ciężko przejść obojętnie. Widać, że w niektórych przypadkach ewolucja pobłądziła i to dość mocno… Mamy nadzieję, że wobec skandalicznie zachowujących się kibiców kiboli zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje.