Jednemu nikt nie zaprzeczy – działo się!

Półfinały LM za nami! Sprawdź przebieg + przewidywania na wielki finał

Zawiera treści reklamowe | 18+ | Obowiązuje regulamin

Liga Mistrzów przyciąga na stadiony i przed ekrany telewizorów miliony miłośników piłki nożnej. Jest to jedno z najważniejszych piłkarskich wydarzeń każdego sezonu. I trudno byłoby się dziwić – w rozgrywkach biorą udział najlepsze drużyny z całej Europy. LM sezonu 2021/2022 powoli dobiega końca. W wyniku mających ostatnio miejsce półfinałów wyłonione zostały dwa ostatnie zespoły, które mają szansę na zdobycie Pucharu Ligi Mistrzów UEFA. Jak przebiegł ten etap rozgrywek i kto zmierzy się w wielkim finale? Która drużyna przez rok będzie mogła szczycić się mianem najlepszego europejskiego zespołu?

Półfinały Ligi Mistrzów 2021/2022: wyniki

Klasycznie już, półfinały LM rozegrane zostały w formule dwumeczów. Łącznie odbyły się cztery spotkania, w których zmierzyły się następujące zespoły:

  • Manchester City – Real Madryt,
  • Liverpool – Villarreal. 

Nikt chyba nie zaprzeczy, że ten etap rozgrywek przyniósł nieprawdopodobne emocje, nie tylko kibicom drużyn, które w nim występowały. Również na boiskach wrzało. Każde ze spotkań stało na niesamowicie wysokim piłkarsko poziomie. W jednym z meczów rewanżowych zwycięzca nie został wyłoniony w regulaminowym czasie gry i widowisko zostało przedłużone o dodatkowe 30 minut. W tegorocznych półfinałach padł jeden gol samobójczy, przyznane zostały dwa skutecznie wykonane rzuty karne, a sędzia jednokrotnie wyciągnął czerwony kartonik. 

Półfinałowe angielsko-hiszpańskie zmagania w pigułce

polfinaly lm

26 i 27 kwietnia 2022 roku odbyły się pierwsze mecze półfinałowe Ligi Mistrzów 2021/2022, natomiast dokładnie tydzień później – rewanże. W jednym z dwumeczów zwycięzca został wyłoniony w regulaminowym czasie gry, natomiast w drugim mieliśmy przyjemność oglądać dogrywkę. Do rzutów karnych jednak nie doszło. Jeśli ktoś spodziewał się niewielu bramek czy widocznej różnicy poziomów w którymś ze spotkań, to z pewnością bardzo się zdziwił. 

Po minionych meczach można być pewnym, że żadna z drużyn nie znalazła się w półfinale przypadkowo i wielkim zaangażowaniem zasłużyła na tak prestiżowe osiągnięcie. Niestety – ktoś odpaść musiał. Przyjrzyjmy się poszczególnym spotkaniom i przeanalizujmy, czy miejsce w finale wywalczyła sobie rzeczywiście lepsza drużyna. 

Trzynaście zwycięstw kontra zero

W pierwszym dwumeczu półfinałowym zmierzył się trzynastokrotny zdobywca Pucharu Ligi Mistrzów Real Madryt z Manchesterem City, którzu tego tytułu nie zdobyli jeszcze nigdy. Mimo że Obywatelom w zeszłym roku udało się dotrzeć do finału, przegrali to spotkanie z Chelsea 0:1. W związku z tym wydawać by się mogło, że to Królewscy są faworytem. Jednak Manchester City, aktualny mistrz Anglii, zdumiewa formą. Na pewno nikt nie spodziewał się w tym dwumeczu wielu goli…

… no i się zdziwił. Przed pierwszym meczem, który rozpoczął rozgrywki półfinałowe, we wtorek 26 kwietnia na Etihad Stadium, obie drużyny zmagały się z problemami kadrowymi. W drużynie Pepa Guardioli zabrakło takich osobistości jak Benjamin Mendy czy Joao Cancelo, natomiast Carlo Ancelotti nie mógł skorzystać z Edena Hazarda, Mariano Diaza czy Casemiro. Brak tego ostatniego był bardzo odczuwalny dla Realu, który to spotkanie przegrał wynikiem 4:3. Już w 2. minucie do bramki Courtois piłkę skutecznie skierował Kevin De Bruyne. Niedługo potem, po asyście Anglika, prowadzenie podwyższył Gabriel Jesus. Jeszcze przed przerwą jednak bramkę kontaktową dla Królewskich zdobył niezawodny Karim Benzema. Boisko musiał opuścić poobijany John Stones, którego występ w tym meczu do ostatniej chwili był pod znakiem zapytania.

Druga połowa obfitowała w jeszcze większe emocje i aż cztery bramki. Obie drużyny punktowały na przemian. Cały czas jednak to Obywatele mieli przewagę. Swoje sytuacje wykorzystali następująco: Phil Foden, Vinicius Junior, Bernardo Silva i na koniec perfekcyjnie, panemką z zrzutu karnego Karim Benzema.

Po takim pierwszym meczu mogliśmy spodziewać się jeszcze większych emocji w rewanżu, który odbywał się w Madrycie. Kto tak myślał – nie pomylił się. Mimo że trudno było wyobrażać sobie jeszcze lepszy mecz, niż ten w Manchesterze. Do pierwszego składu Królewskich powrócił Casemiro, a Obywateli – Cancelo. Ale to ten pierwszy zrobił większą różnicę. Przez znaczną większość spotkania przekonani o swoim awansie byli piłkarze Pepa Guardioli. Do 73. minuty nie oglądaliśmy żadnych bramek, kiedy to Riyad Mahrez pokonał bramkarza Realu Madryt. Wtedy to wielu kibiców w Madrycie zaczęło opuszczać stadion, a kibice w domach wyłączać telewizory. Wydawało się już, że tylko cud może odwrócić losy tego spotkania. 

I tym cudem okazał się Rodrygo. Młody Brazylijczyk w ciągu dwóch minut (90 i w doliczonym czasie gry) ustrzelił dwie bramki, które ustanowiły wynik dwumeczu na 5:5 i doprowadziły do dogrywki. Już na jej początku zwycięską bramkę dla Królewskich, ponownie z rzutu karnego, zdobył oczywiście Karim Benzema. 

Takiego przebiegu tego dwumeczu nie spodziewał się chyba nikt. 

Faworyt nie bez problemów

W drugiej parze półfinałowej również zmierzyły się drużyny z Anglii i Hiszpanii. Mowa oczywiście o sześciokrotnym zwycięzcy Ligi Mistrzów – Liverpoolu – oraz aktualnym triumfatorze Ligi Europy – Villarrealu. Zdecydowanym faworytem byli piłkarze Jurgena Kloppa i było to widoczne w pierwszym meczu. Drużyna Unaia Emery’ego jednak nie bez powodu znalazła się na tym etapie tak prestiżowych rozgrywek. 

Pojedynek na Anfield przysporzył Villarrealowi nieco problemów. W pierwszej połowie, mimo dominacji Liverpoolu, skutecznie udawało im się bronić dostępu do własnej bramki. Niestety w drugiej narobili sobie problemów po samobójczym trafieniu Pervisa Estupinana, co jeszcze bardziej podcięło im skrzydła. Zaraz po tym niefortunnym wydarzeniu prowadzenie podwyższył Sadio Mane po asyście Mohameda Salaha. Na tym jednak problemy Żółtej Łodzi Podwodnej się nie skończyły, gdyż kilka minut później boisko musiał opuścić kontuzjowany Francis Coquelin. Mimo widocznej na pierwszy rzut oka przewadze Liverpoolu więcej bramek w tym spotkaniu nie uświadczyliśmy. Tydzień później The Reds pewni swego awansu udali się na rewanż na Estadio de la Ceramica…

…ale pierwsza połowa pokazała, że Villarreal stawił się przed własną publicznością bardzo zmotywowany i Jurgen Klopp ze swoimi podopiecznymi nie powinni go lekceważyć. Do przerwy hiszpański zespół wyrównał wynik dwumeczu na 2:2 po trafieniach Boulayego Dia oraz Francisa Coquelina. Liverpool zdecydowanie został zdezorientowany przewagą, którą pokazał Villarreal w pierwszej połowie. Tak utytułowana drużyna nie mogła sobie na to pozwolić. Gdyby nie zmienili swojej postawy, taki wynik oznaczałby dogrywkę. The Reds potrzebowali choć jednej bramki. Jednak jako topowa drużyna Premier League to byłoby dla nich za mało. Na drugą połowę wyszli zupełnie odmienieni i trzykrotnie trafiali do bramki strzeżonej przez Geronimo Rulliego: w 62. minucie Fabinho, 67. Luis Diaz i w 74. Sadio Mane.

Niestety po tych ciosach Villarreal stał się już bezradny. W ostatnich minutach na czerwoną kartkę zapracował jeszcze zdesperowany Etienne Capoue. Mimo wszystko jednak ubiegłorocznym zwycięzcom Ligi Europy należą się wielkie brawa za tak imponujące osiągnięcie w Lidze Mistrzów, jakim jest półfinał, i wyeliminowanie znaczących drużyn jak Juventus czy Bayern Monachium.  

Co czeka nas w finale? Przewidywania

Przed nami wielki finał Ligi Mistrzów sezonu 2021/2022! O ile tylko wszyscy kluczowi zawodnicy wrócą do zdrowia, w nieco lepszej sytuacji aktualnie jest Real Madryt. Cztery kolejki przed końcem La Liga zespół Carlo Ancelottiego zagwarantował sobie mistrzostwo Hiszpanii, dzięki czemu mogą się już skupić jedynie na nadchodzącym finale LM. 

Jeśli jednak chodzi o Liverpool – cały czas mają szansę na potrójną koronę. Nadal walczą o mistrzostwo Premier League z Manchesterem City. Przed nimi także jeszcze spotkanie finałowe z Chelsea w FA Cup. Ale to wcale nie znaczy, że drużyna Jurgena Kloppa nie poradzi sobie z tymi zadaniami. Nie takich rzeczy możemy się spodziewać po The Reds. Pewni możemy być jednego – tak ważnych rozgrywek jak Liga Mistrzów na pewno nie odpuszczą i dadzą z siebie wszystko, aby po raz siódmy zdobyć ten prestiżowy tytuł. 

Ten hiszpańsko-angielski pojedynek zapowiada się naprawdę niesamowicie!

Stade de France

Liga Mistrzów

28/05/2022

21:00

Liverpool FC
Real Madryt
Kursy mogą ulec zmianie. Aktualizacja z dnia: 10/05/2022 19:11.

Sprawdź, kiedy oglądać finał LM 2021/2022!

Po półfinałach LM pozostałe dwie najlepsze europejskie drużyny mają trzy i pół tygodnia, aby przygotować się na finał. Nie oznacza to jednak odpoczynku – w międzyczasie nadal odbywają się między innymi rozgrywki ligowe. 

Kiedy odbędzie się to tak ważne piłkarskie wydarzenie, jakim jest finał Ligi Mistrzów? 

  • Real Madryt kontra Liverpool
  • sobota, 28 maja 2022
  • godzina 21:00
  • Stade de France, Saint-Denis